Zauważony dopiero po śmierci, ale uważany jest za jednego z fotografów, którzy mieli największy wpływ na rozwój fotografii dokumentalnej
Tony Ray-Jones zmarł na rzadką postać białaczki w wieku 31 lat, a jego prace nie były publikowane i w dużej mierze pozostawały nieznane. Dopiero po pośmiertnej publikacji albumu z jego fotografiami zatytułowanego A Day Off: The English Journal (1974) jego twórczość została doceniona. Obecnie jest uważany za jednego z fotografów, którzy mieli największy wpływ na rozwój brytyjskiej fotografii dokumentalnej.
Tony Ray-Jones urodził się w 1941 roku i zaczął robić zdjęcia w trakcie studiów na Wydziale projektowania graficznego w London College of Printing. Poprzez swojego nauczyciela fotografii, Rolfa Brandta, poznał jego brata, fotografa Billa Brandta, który zachęcił go do kontynuowania swojej pracy. W 1960 roku wyjechał na dwuletnie stypendium na Uniwersytecie Yale. Mieszkając w Ameryce, poznał fotografa i byłego dyrektora artystycznego magazynu Harper’s Bazaar Alexeya Brodowicza.
Po ukończeniu studiów Ray-Jones pracował jako niezależny fotograf dla różnych amerykańskich czasopism i gazet, jednocześnie doskonaląc swój własny styl fotografii ulicznej. Zaprzyjaźnił się i pracował z amerykańskimi fotografami Joelem Meyerowitzem i Garrym Winograndem. W 1966 roku wrócił do Anglii i wykonywał zdjęcia na zlecenie redakcji różnych czasopism, w tym magazynu The Sunday Times.
Pięcioletni pobyt w Stanach dał Ray- Jonesowi możliwość przyjrzenia się swojemu ojczystemu krajowi z większego dystansu. W latach 1966–1969 zrealizował długoterminowy projekt dokumentujący to, w jaki sposób Anglicy spędzają swój wolny czas. Kupił samochód kempingowy marki Volkswagen i przemierzył Wielką Brytanię, fotografując charakterystyczne dla Brytyjczyków zachowania, zwyczaje i wydarzenia. Uwieczniał wszystko, od miłośników opery w Glyndebourne i ludzi w wiktoriańskich strojach na festiwalu Dickensa w Broadstairs, po nadmorskie konkursy piękności i parady uliczne.
Jego zdjęcia wykonywane aparatem Leica M z obiektywem szerokokątnym przedstawiały zazwyczaj niepozowane sceny. Zaś on sam w serdeczny i żartobliwy sposób podkreślał na nich ekscentryczność i dziwactwa Anglików. Nawet gdy scena złożona była z wielu elementów, Ray-Jones miał instynktowne wyczucie właściwego momentu.
Martin Parr jest jednym z najwybitniejszych fotografów, którzy uważali go za swojego mistrza. Powiedział kiedyś: „Jego zdjęcia to esencja Anglii... są niejednoznaczne i pełne wizualnej anarchii. Pokazały mi, co jest możliwe w fotografii”.
„Starałem się ukazać smutek i poczucie humoru przejawiające się w lekkim szaleństwie, które można zauważyć u wielu ludzi... Fotografia może być lustrem i odzwierciedlać życie takim, jakie jest, ale myślę też, że pozwala poruszać się jak Alicja z Krainy Czarów i przejść na jego drugą stronę, aby odnaleźć inną rzeczywistość”.