Inspiracje / Wywiad

Piotr Stokłosa - fotograf piękna

Wywiad | Maciej Zieliński | 2013-09-22

W pracach fotografa Piotra Stokłosy szeroko pojęta tradycja sztuki spotyka się z perfekcjonizmem cyfrowej technologii

PROfil

Fotograf Piotr Stokłosa

  • Urodził się w 1977 r. w Krakowie. Absolwent filologii hiszpańskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Digital Practices w Norwich University College of the Arts w Wielkiej Brytanii. 
  • Pracuje m.in. dla: Celine, Chopard, Christian Dior, Dom Pérignon, koncernu Moët Hennessy-Louis Vuitton, Pernod Ricard, Wedla, Wólczanki, MSZ RP.
  • Życie zawodowe i rodzinne związał z Paryżem. Współprowadzi studio zdjęciowe Le Studio Moderne. 
  • Na koncie ma wiele wystaw i publikacji, m.in. dla: "A4", "Bon Magazine", "Exklusiv", "Fault", "L'Officiel Paris", "Pani", "Photo", "Take Me", "VIVA!", "VIVA! Moda".

Uwielbiasz swoją pracę i nie unikasz twórczych wyzwań. Pewnie dlatego fotografujesz dziś dla takich marek, jak Christian Dior czy Celine. Jak trafiłeś do Paryża?

Paryż był tak naprawdę zbiegiem życiowych okoliczności - z jednej strony podążałem za swoja miłością, a z drugiej jako fotograf chciałem zasmakować życia w stolicy stylu. Z czasem okazało się, że to idealne miasto dla mnie - tradycja i elegancja towarzyszy tu niezliczonym artystom o zupełnie nonkonformistycznym podejściu do twórczości i życia.

Spotyka się tutaj wiele światów. Miasto ma przy tym bardzo hermetyczny charakter. Po kilku latach ciężkiej pracy, moje zdjęcia zostały zauważone i otworzyło się przede mną wiele, zamkniętych wcześniej, drzwi. Miałem to szczęście, że odpowiedni ludzie postanowili ze mną pracować.

Faktycznie trafiłeś chyba najlepiej jak mogłeś, w końcu sam siebie nazywasz fotografem piękna...

Tak, choć w moim subiektywnym odczuciu, piękno to jedno z najbardziej niejednoznacznych pojęć. Można je wydobyć w oczywistej estetycznie sesji z fantastyczną modelką o nieskazitelnej urodzie, ale również - pracując nad kompozycją spleśniałych, zgniłych owoców, których kolory idealnie współgrają z luksusowymi przedmiotami i które mogę na przykład celowo, z przekorą, przeciwstawić. Myślę, że piękno nie lubi definicji.

Zdęcia do "VIVA!Moda", fot. Piotr Stokłosa

Czy na wybór specjalizacji miała wpływ edukacja? A może było odwrotnie - poczułeś, że to jest to i uznałeś, że właśnie w tym kierunku chciałbyś się rozwijać?

Fotografia towarzyszy mi od dziecka. Mój tata jest fotografikiem, ale z bardziej konceptualnym zacięciem graficznym. Odkąd pamiętam, bawiłem się rolkami po filmach, kawałkami światłoczułych papierów, na których odbijały się cienie zabawek zalanych światłem. Później w naturalny sposób poznawałem tajniki sztuki. Spędzałem czas, eksperymentując z aparatami ustawionymi w przeszklonej szafie w naszym domu, godzinami przesiadywałem w ciemni.

Praca dla klientów akceptujących wszystko bezkrytycznie nie jest tak inspirującą. Precyzyjny brief zmniejsza też ryzyko nieporozumień w komunikacji. Natomiast zawsze można dyskutować o różnych pomysłach i interpretacjach tematu.

Dlaczego więc postanowiłeś studiować filologię hiszpańską?

To był chyba swego rodzaju bunt, fotografia zeszła na drugi plan. Zająłem się pracą związaną ze studiami, ale nie czułem się dobrze bez aparatu w dłoni. Robiłem sporo portretów, myślę, że podążałem w kierunku fotografii mody. Na brytyjskiej uczelni artystycznej wciągnąłem się w multimedia, cyfrowe technologie obróbki obrazu, interaktywne instalacje oraz realizacje filmów. I zorientowałem się, że to już nie zwykłe hobby, ale chyba ta część życia, która najbardziej mnie pociąga.

Zdjęcie do "Viva!Moda", fot. Piotr Stokłosa

Ostatecznie wybrałeś still-lajfy.

W Paryżu miałem możliwość pracy z najlepszymi w Europie specjalistami od fotografii martwej natury. Okazało się, że to dziedzina, która idealnie definiowała moje podejście do zdjęć i w której najlepiej się czuję.

Nie spotykam zbyt wielu wyedukowanych wizualnie fotografów reklamowych, wydaje mi się, że na naszym rynku, po prostu, nie ma ich zbyt wielu. Czy fotograf bez studiów jest tylko rzemieślnikiem?

Chyba jest wręcz odwrotnie. To właśnie fotograf po studiach jest rzemieślnikiem, który sprawnie posługuje się techniką, w celu uzyskania oczekiwanego skutku.

Chodzi mi raczej o pewną wrażliwość wizualną.

No tak, bo fotografik to nie tylko rzemieślnik! Bardzo ważna jest ta wrażliwość estetyczna. Czasami zaprzecza regułom, każe przekraczać granice, by dojść do pożądanego efektu, który często czujemy podświadomie. Trzeba wyczuć, jak długo próbować i w którym momencie zatrzymać przesuwanie elementów kompozycji, światła czy czasami pracy modelki - żeby powiedzieć: "koniec! mamy to!". Tego niestety szkoła nie uczy, to chyba dojrzewa gdzieś w nas, niezależnie od dyplomu.

Zdjęcia do "VIVA!Moda", fot. Piotr Stokłosa
Postprodukcja jest ważnym narzędziem, które może udoskonalić ujęcie. To jak przestawienie statywu ze światłem i kalką dyfuzyjną o kilka centymetrów, żeby uzyskać ładniejsze przejście tonalne w metalowym detalu.

Skoro jesteśmy przy kompozycji, bardzo lubię Twoje kolaże edytorialowe, gdzie zupełnie różne produkty połączone są np. przewodnim kolorem. Ciekaw jestem, jak powstają.

Bardzo ważna jest współpraca ze stylistką magazynu. Na początku omawiamy pomysły, szukamy inspiracji i właśnie wątków przewodnich. Oczywiście w nawiązaniu do przedmiotów, które mają się pojawić na zdjęciach. To przedmioty nadają ton, wiele zależy też od sezonu, w którym ma ukazać się materiał.

Na początku sesji jest ich bardzo dużo i powoli wybieram "głównych aktorów" danego ujęcia. Dopasowuję do nich kolejne elementy, które podkreślają pomysł. Często okazuje się też, że wyselekcjonowani aktorzy w parach nie grają ze sobą tak dobrze, jak się spodziewaliśmy. Wtedy trzeba zmienić obiekty lub zainspirować się innym zestawieniem. Kompozycja często ewoluuje, kolejne etapy wyznaczają kolejne "cyfrowe polaroidy".

fot. Piotr Stokłosa

W torbie fotografa

"Używam średniego formatu Mamiya/PhaseOne 645DF ze ścianką P45+ oraz obiektywami Mamiya (28 mm AF f/4,5, 120 mm MF f/4) oraz Schneider Kreuznach (55 mm LS f/2,8, 80 mm LS f/2,8).

Drugi aparat to Canon EOS 5D Mark II z obiektywami 16-35 mm f/2,8L II, 24-70 mm f/2,8L II, 50 mm f/1,4 i 100 mm f/2,8 Macro. Do tego kilka starych filtrów i statyw Manfrotto z włókna węglowego z głowicą kulową.

W zdjęciach beauty i portretowych, najczęściej używam światła Profoto, a przy bardziej wymagających projektach, przydaje się Broncolor z jego nowymi Scoro".

To brzmi jak wielka produkcja. Czy w Polsce wymagania klientów są inne? Masz czasem tak, że bierzesz do ręki kolorowy magazyn, albo patrzysz na bilbord, i myślisz sobie „Boże! Jakie to jest złe!”?

Staram się nie oceniać pracy innych i nie zaśmiecać głowy kiepskimi zdjęciami. Najbardziej irytuje mnie, gdy wiem, że kiepski efekt to nie wina fotografa, ale na przykład grafika, który na prośbę klienta zaczyna przerabiać i maltretować dobre zdjęcia, usuwając z nich też jakość i całą wartość. Tworzy obrazek, który ma niewiele wspólnego z początkowym ujęciem.

No właśnie, wydaje mi się, że w fotografii reklamowej coraz większą rolę odgrywa postprodukcja. Renderowanie zastępuje fotografowanie.

Oczywiście jestem wielkim zwolennikiem fotografii cyfrowej i możliwości, jakie daje praca na komputerze. Nie przeszkadza mi to jednak w stosowaniu "klasycznych metod", tak, by zdjęcia z mojej sesji nie wydawały się nudne i miałkie, nie były tylko zestawem luźno składanych klocków. Postprodukcja jest ważnym narzędziem, które może udoskonalić ujęcie. To jak przestawienie statywu ze światłem i kalką dyfuzyjną o kilka centymetrów, żeby uzyskać ładniejsze przejście tonalne w metalowym detalu.

Zdjęcie do "Viva!Moda", fot. Piotr Stokłosa

Poza tym postprodukcja to ułatwienie dla każdego - klient może przysłać na sesję zegarek i nie trzeba demontować szkła, co w przypadku fotografii analogowej było zazwyczaj nieuniknione.

Robisz też beauty, a to przecież coś zupełnie innego. Wolisz spontaniczną pracę z człowiekiem, czy spokojny perfekcjonizm still-lajfów?

Jedno drugiego nie wyklucza! Uwielbiam skupiać się na detalach ust i makijażu, gdy modelka ma zakres ruchu zamykający się w kilku milimetrach. To wielka sztuka uchwycić idealne połączenia kobiecego piękna np. z zegarmistrzowską precyzją nowego modelu zegarka. Z drugiej strony, przepadam za tymi technicznymi łamigłówkami, to bardzo wciągające.

Czy w tej dziedzinie może być mowa o własnej inwencji? Jak to wygląda? Realizujesz zazwyczaj precyzyjny brief klienta, czy dostajesz produkty i polecenie "ładnie to ograj, masz wolną rękę"?

Praca dla klientów akceptujących wszystko bezkrytycznie nie jest tak inspirującą. Precyzyjny brief zmniejsza też ryzyko nieporozumień w komunikacji. Natomiast zawsze można dyskutować o różnych pomysłach i interpretacjach tematu. Odpowiedni partner w dyskusji ma bardzo pozytywny wpływ na końcowe ujęcie. Często jest też tak, że klient ma po prostu do mnie zaufanie i wie, że wystarczy kilka jego wstępnych uwag, żeby otrzymał zdjęcie, którego oczekuje. To efekt wspólnych doświadczeń, a czasami po prostu dobrego portfolio i rekomendacji.

Część wystawy "Diva", fot. Piotr Stokłosa

Czy to prawda, że każdy fotograf reklamowy ma własne sztuczki, których nie zdradza? Słyszałem o pewnym fotografie, specjalizującym się w fotografowaniu butelek, który podczas pracy wypraszał wszystkich ze studia!

Bardzo ważna jest ta wrażliwość estetyczna. Trzeba wiedzieć, w którym momencie się zatrzymać i powiedzieć "koniec! mamy to!". Tego niestety szkoła nie uczy, to chyba dojrzewa gdzieś w nas, niezależnie od dyplomu.

Myślę, że to się tyczy nie tylko fotografów martwej natury, choć faktycznie technicznych tricków jest naprawdę dużo i nie do końca chcemy się dzielić wypracowanym doświadczeniem z każdą napotkaną osobą.

Martwa natura to jedna z tych dziedzin, gdzie poza talentem i estetycznym wyczuciem, liczy się także warsztat - umiejętność oświetlenia przedmiotów, eksponowania jednych cech i maskowania innych. To wymaga też sporo cierpliwości, spokoju i lat praktyki, więc w zasadzie nawet podpatrzenie tricków na niewiele się przyda bez niezliczonych eksperymentów.

Zdęcia do "VIVA!Moda", fot. Piotr Stokłosa

Co jest najtrudniejsze w pracy z produktem?

Nie wiem, czy najtrudniejsze, ale na pewno frustrujące jest fotografowanie niedokończonych modeli. Tworzenie iluzji doskonałości końcowego produktu na bazie prototypu to prawdziwa ekwilibrystyka. Często wynika to z coraz krótszych terminów, do których przyzwyczajają się klienci i niestety małej wrażliwości estetycznej. Na przykład plastykowy model flakonika perfum może i będzie identyczny, jak końcowy w sensie formy, ale szkło inaczej rozszczepia światło, co bezpośrednio wpływa na zdjęcia. Druga strona nie zawsze rozumie takie niuanse.

Co doradziłbyś tym, którzy dopiero zaczynają?

Nie wolno zapominać, że to jakość zdjęć jest wizytówką fotografa. Nie warto na pewno chodzić na skróty. Prosta rada, ale potrafi uratować godziny mozolnej pracy w postprodukcji: trzeba dokładnie i skrupulatnie przygotowywać elementy do sesji. Mały odcisk palca na szkle, czy metalu, potrafi zrujnować efekt i przerodzić się w wyretuszowaną powierzchnię, która tylko podszywa się pod rzeczywistość.

Dziękuję za rozmowę.

fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
fot. Piotr Stokłosa
Udostępnij: Facebook Google Wykop Twitter Pinterest

Powiązane artykuły

Wydawca: AVT Korporacja Sp. z o.o. www.avt.pl