Inspiracje / Wywiad

Studio Rolke [wywiad w DCP]

Wywiad | Olga Drenda | 2013-08-30

Tegoroczna edycja Miesiąca Fotografii dała nam okazję do odkrycia mniej znanych prac mistrza dokumentu Tadeusza Rolke. Zdjęcia z obrzeży fotografii mody i kadry z osobistego archiwum artysty zebrano na wystawie "Studio Rolke". Rozmawiamy z nim o improwizowanych sesjach mody i realiach pracy fotografa w Polsce lat 60

PROfil

Tadeusz Rolke
  • Rocznik 29, urodzony w Warszawie.
  • Studiował historię sztuki na KUL.
  • Pracował m.in. dla magazynów Świat, Polska, Przekrój.
  • W latach 70. wyemigrował do Niemiec (pracował m.in. dla magazynów Stern, Die Zeit).
  • Po powrocie do Polski w latach 80., był autorem wielu wystaw.
  • Odznaczony Złotym Medalem Gloria Artis.

Pańska wystawa „Studio Rolke”, którą prezentowano w ramach tegorocznej edycji Miesiąca Fotografi i w Krakowie, poświęcona była modzie – jaką rolę moda odegrała w Pana twórczości?

W moich czasach fotograf prasowy musiał być omnibusem, dopiero później specjalizacje poszły bardzo daleko. Miało to miejsce i w moim przypadku. Czasem fotografowałem sport, gdy specjalista od sportu w redakcji był chory. Zdarzało się, że trzeba było sfotografować również pokaz mody.

W pewnym momencie zacząłem współpracować z Barbarą Hoff. Była cudotwórczynią na tle rzeczywistości PRL i ubrała tysiące młodych ludzi w ciuszki, które były zgodne z trendami zachodnioeuropejskimi, które ubarwiły szary, nudny pejzaż wizualny. Sesje dla Przekroju to była moja najciekawsza przygoda z modą. Później współpracowałem z Grażyną Hase oraz kultowym dzisiaj magazynem Ty i ja. Zostałem zaproszony do niego dzięki temu, że współpracowałem z Aliną Szapocznikow, która wówczas była związana z Romanem Cieślewiczem, dyrektorem artystycznym tego magazynu. Pracowałem też w bardzo ciekawym wizualnie, wielojęzycznym czasopiśmie "Polska" – i tak moda towarzyszyła mi przez dłuższy czas.

Jak wyglądała organizacja sesji? Wiemy, że w porównaniu z możliwościami ówczesnych światowych magazynów i atelier fotografi cznych, warunki były spartańskie.

Sesje były bardzo proste, z nieliczną obsadą. Gdy pracowałem z Barbarą Hoff, umawialiśmy się z modelką i na planie było nas tylko troje, bez stylistek, specjalistów od oświetlenia i całej tej ogromnej maszyny produkcyjnej, która towarzyszy sesjom mody. Nie było dużych atelier, więc często wychodziliśmy w plener. Wszystko powstawało w niewiarygodnie prymitywnych warunkach, ale była to fotografi a potrzebna – więc funkcjonowała.

Na potrzeby wystawy wybrano nietypowe zdjęcia, bo nie z samych sesji, a raczej opowiadające o tym, co się działo za kulisami, o pracy z modelką...

Moja wystawa nie jest o modzie, tylko zupełnie obok mody, raczej o ubieraniu się i rozbieraniu. Dotyczy wizualizacji rodzaju żeńskiego, i do pewnego stopnia – stosunków damsko-męskich. Okazało się, że to synteza moich zainteresowań – fotografowałem bardzo dużo kobiet, do tego niekoniecznie ubranych, a nawet o tym nie pamiętałem. Dopiero podczas bardzo starannego przeglądu archiwów przypomniałem sobie niektóre osoby i spotkania. Materiału było tak dużo, że można było stworzyć całość o pewnym jasnym przesłaniu.

Czyli wizerunek kobiety to Pana ulubiony temat?

Tak. Nawet kiedy fotografowałem lokomotywę, to obok tej lokomotywy stała kobieta (śmiech).

Cały wywiad przeczytacie we wrześniowym wydaniu Digital Camera Polska!

Udostępnij: Facebook Google Wykop Twitter Pinterest
Olga Drenda

Pisze i tłumaczy (Unsound festival, Coilhouse, Przekrój, Lampa, znak, Digital Camera Polska, Glissando, Polityka). Jej główne zainteresowania to futurologia (zwłaszcza mylne przewidywania), nowe technologie, transhumanizm, historia XX wieku, bezpretensjonalna muzyka awangardowa i królik. W DCP opisuje ciekawe zjawiska fotograficzne oraz odpytuje fotografów z kraju i ze świata.

Wydawca: AVT Korporacja Sp. z o.o. www.avt.pl