Strefa sprzętu / Testy i opinie

Instax mini 90 Neo Classic [test]

Testy i opinie | Maciej Zieliński | 2013-09-30

Najnowszy Instax mini to nie tylko świetna stylistyka, ale również lepsze wykonanie i nowe funkcje. Sprawdziliśmy co potrafi ten designerski maluch!

Dzięki Fujifilm fotografia natychmiastowa przeżywa właśnie drugą młodość. Sukces modelu 7s zachęcił producenta do dalszych prac, których owocem były modele 25, 50s czy ostatnio zaprezentowany Instax mini8. Najnowszy Instax mini 90 Neo Classic otwiera nowy rozdział, bo tym razem to już nie infantylna mydelniczka, ale stylowy i całkiem zaawansowany aparat, pozwalający w większym stopniu kontrolować ekspozycję, oraz twórczo eksperymentować, np. z podwójną ekspozycją. Dzięki polskiemu oddziałowi firmy Fujifilm, mieliśmy możliwość przetestowania tego stylowego neo-klasyka. Przeczytajcie jakie są nasze wnioski...

Budowa i estetyka

Stylistyka retro jest naszym zdaniem jak najbardziej trafiona i uzasadniona (to w końcu aparat na tradycyjne materiały). Być może w Japonii faktycznie jest to zabawka dla dzieciaków, ale w Polsce aparat robi karierę raczej wśród świadomych fotografów i wielkomiejskiej młodzieży. Poza tym podarowanie Instaxa dziecku przyzwyczajonemu do możliwości wykonywania nieograniczonej ilości zdjęć cyfrówką, to jawny zamach na portfel. Bo jak takiemu maluchowi wytłumaczyć, żeby rozsądnie wciskał spust bo zdjęć jest tylko 10?

Wracając do tematu, aparat jest bardzo zgrabny i po prostu śliczny - również jakość wykonania robi bardzo dobre wrażenie i pod tym względem zdecydowanie przewyższa model 7S. Obudowa to nadal tworzywa sztuczne, ale bardzo dobrej jakości, poza tym stalowy czy aluminiowy byłby zapewne i cięższy i droższy. Korpus jest zaskakująco zwarty, tym razem nic nie trzeszczy i nie ugina się pod naciskiem. Imitację skóry, wykonano z przyjemnie matowego, fakturowanego tworzywa, dzięki czemu pewnie leży w dłoni.

Instax mini 90 Neo Classic to prosta obła bryła wyposażona w dwa spusty, więc teoretycznie możemy wygodnie fotografować zarówno w orientacji pionowej jaki poziomej. Teoretycznie, bo komfortowe fotografowanie zapewnia tylko domyślny układ portretowy - obiektyw przesunięto do samej krawędzi więc po obróceniu Instaxa "w poziom", nie mamy gdzie oprzeć palców.

Funkcje i możliwości

Tym razem pojawiło się też trochę więcej elektroniki. Aparat uruchamiamy dźwignia okalającą spust orientacji poziomej. Instax automatycznie "wypluwa" osłonkę po załadowaniu wkładu co uważamy za duży plus - nie raz uciekła nam ulotna chwila bo zapomnieliśmy, że pierwsze wyzwolenie "rozpakowuje" ładunek w aparacie i dopiero kolejne rozpoczyna odliczanie.

Na tylnej ściance umieszczono monochromatyczny wyświetlacz, oraz płaskie i estetyczne przyciski – trybu makro, korekcji ekspozycji, samowyzwalacza, trybu pracy lampy błyskowej (tak, można ją wyłączyć!) a także trybu pracy Mode. Wciskając przycisk, lub kilkukrotnie obracając lekko pierścień wokół obiektywu możemy wybrać jeden z profili: impreza, dzieci, krajobraz, podwójna ekspozycja a nawet tryb B. W trybie makro możemy fotografować już od około 20 cm, ale trzeba pamiętać, że im bliżej obiektu tym większa paralaksa, więc obiekt który w wizjerze znajduje się idealnie w centrum kadru, na zdjęciu przesunie się w prawy górny róg. Trzeba po prostu brać na to poprawkę komponując ujęcie. Aparat ma też mocowanie statywowe, więc możemy też wygodnie robić zdjęcia pamiątkowe korzystając z samowyzwalacza lub czasu Bulb.

Warto wspomnieć, że nowy Instax po raz pierwszy zasilany jest akumulatorem (N-45A o pojemności 720 mAh). Instax mini7s zasilany był 4 "paluszkami" (w Instax 8 były to już tylko dwa ogniwa), które choć uniwersalne i łatwo dostępne, były z całego zestawu najcięższe.

Jakość zdjęć

Materiał światłoczuły to te same, niewielkie wkłady wielkości karty kredytowej. Tu nie zmieniło się nic - podstawowy, uniwersalny ładunek zawiera 10 listków o czułości ISO 800 (cena to ok. 32 zł). Jeśli aparat prawidłowo dobierze parametry, a my wstrzelimy się w zakres ostrości, możemy liczyć na bardzo dobrą jakość obrazu - zdjęcia są wyraźne i kontrastowe a odwzorowanie barw zaskakująco wierne.

Instax mini 90 pozwala też korygować ekspozycję wybierając jeden z 3 trybów: jaśniej (L), ciemniej (D) oraz high-key (L+). Jak widać tryb auto (N) poradził sobie jednak bardzo dobrze.

Instax mini 90 Neo Classic przewyższa modele 7s i 8 pod względem możliwości kontroli ekspozycji. Możemy korygować sposób naświetlania (tryby jaśniej, ciemniej i jaśniej+ czyli high-key), ale zdjęcia testowe pokazują, że automatyka pomiaru światła radzi sobie bardzo dobrze. Tym razem możemy też kontrolować tryb pracy lampy błyskowej - brak możliwości wyłączenie błysku było najczęściej wskazywaną wadą modelu 7s - fotografowanie w słońcu było praktycznie niemożliwe, poza tym dość szybko wykańczało baterię.

Jakość zdjęć z modeli Instax mini 7s, mini 8 i mini 90 jest porównywalna, ale korzystając z najnowszego modelu sami decydujemy czy chcemy fotografować z błyskiem czy bez.

Podsumowanie

Stylistyka i wykonanie to zdecydowanie krok naprzód choć nie obyło się bez wpadek (niewygodny uchwyt poziomy). Jest dwa razy droższy od podstawowego modelu 7s (kosztuje 600 zł), ale w znacznie większym stopniu pozwala kontrolować ekspozycję, a więc wpływać na jakość zdjęć. Nie mamy wątpliwości, że w rękach świadomego użytkownika będzie bardzo kreatywnym narzędziem. I modnym atrybutem który na pewno zrobi furorę w towarzystwie!

Udostępnij: Facebook Google Wykop Twitter Pinterest

Powiązane artykuły

Wydawca: AVT Korporacja Sp. z o.o. www.avt.pl